To był ciepły wrześniowy dzień, pamiętam jak pakowałam sprzęt i pomyślałam sobie o mojej parze. Po mimo że była to kalendarzowa jesień, to pogoda sprzyjała, aby powiedzieć sobie TAK.
Przyjechałam do Żanety i Krzysztofa do domu, jak to bywa na przygotowaniach-panuje zamieszanie, byli obecni najbliżsi mojej pary. Większą część pokoju zajmowała makijażystka z fryzjerką. Dziewczyny szykowały pannę młodą, świadkową i mamę na wielki dzień. A gdzie w tym czasie był pan młody, może dochodziło do niego co się za chwile się stanie ? 😉 Żaneta zajmowała się w międzyczasie maleństwem, ich niespełna roczny syn, jeszcze nieświadomy tego, że jego rodzice biorą ślub, ale kiedyś zobaczy to wszystko na zdjęciach. Kiedy Żaneta zaczęła wchodzić na górę z synkiem, aby go przebrać i sama się przygotować, zrobiłam jej zdjęcie przy ścianie z pięknymi obrazami i zdjęciami na większości była ich córka. Nastoletnia już córka. Kiedy weszłam za Żanetą na górę, znalazłam sobie miejsce, aby móc sfotografować przygotowania z odpowiedniej odległości. Żaneta przebrała synka i oddala go w ręce taty. Przyszła do nas świadkowa Paulina, było widać od samego początku, ze dziewczyny są bardzo ze sobą zżyte, świadkowa to największy skarb w dniu ślubu. Świadkowa Paulina zaczęła pomagać Żanecie w ubieraniu się, każdy detal miał tutaj znaczenie, zaczynając od dobrze zapiętej sukienki do biżuterii. Na koniec ubierania zrobiłam dziewczynom zdjęcie na pamiątkę. Żaneta poszła jeszcze po sukienkę swojej córki, zadbała o to aby pięknie wyglądała w dniu ślubu rodziców. W pokoju obok był Krzysztof, który również się przygotowywał. Kiedy zajrzałam, Krzysztof wyciągnął garnitur i chwile się jemu przyglądał. Zaczął ubierać koszulę, marynarkę i na samym końcu muchę. Ostatnie spojrzenie w lustro i tak jeszcze zostało ubrać buty. W tym czasie słyszałam jak na dole jest wesoło. Taka atmosfera panowała u nich w domu, było bardzo rodzinnie. Poczekałam na młodych na zewnątrz, chciałam zrobić zdjęcie, tak zwany „first look”, aby zobaczyli siebie w niecodziennej odsłonie idąc ku sobie. Udało się! Krzysztof wyszedł na zewnątrz i czekał na Żanetę. Na dworze stała również część rodziny-goście weselni. Żaneta wyszła z domu bardzo uśmiechnięta i było widać tę radość w oczach. W ręku trzymała swój bukiet, podeszła do Krzysztofa i dali sobie całusa. Zaraz za nimi wyszła ich córka wraz ze swoim młodszym bratem na rękach. Na ganku zrobiłam im wspólne zdjęcie.
Na ulicy czekał na Żanetę i Krzysztofa auto, oboje przeszli przez furtkę i witając się z resztą rodziny kierowali się w stronę samochodu. Wsiedli do auta i wyjechali na Trzebież, gdzie miał odbyć się ich ślub..tak po drodze oczywiście mieli bramę, wiwatujący sąsiedzi czekali na nich z transparentem „Szczęścia młodym”. Młodzi wręczyli im alkohol, przyjęli życzenia i pojechali dalej…
W Trzebieży było dość wietrznie, na kładce było rozstawione miejsce do ceremonii, był namiot, krzesła i niewielki stoliczek. Krzysztof wysiadł pierwszy z auta, rozejrzał się i podszedł do drzwi z drugiej strony auta, otworzył drzwi Żanecie. Wysiadła uśmiechnięta i razem podeszli do gości weselnych. Na miejsce przyjechała pani urzędniczka. Przez silny wiatr było konieczne przeniesienie krzeseł na piasek, ale to nie sprawiło, że Żaneta z Krzysztofem bardzo się tym przejęli, to był ich dzień, czasem nie mamy wpływu na okoliczności, najważniejsze było to, że chcą powiedzieć sobie TAK, a w którym miejscu to się odbędzie-nie miało tak naprawdę znaczenia. Wszyscy goście skierowali się do miejsca ceremonii. Krzysztof i Żaneta wraz ze świadkami byli zwróceni do pani urzędniczki przodem. W pewnym momencie zza gości wyłonił się jak wróżka pan z rodziny, który rzucał kwiatkami, wszyscy obserwowali to wydarzenie i śmiali się. Podszedł do pary i to był, znak, że można zaczynać. Pani urzędniczka zaprosiła parę młodych i gości do ceremonii. Żaneta i Krzysztof w skupieniu słuchali słów i co jakiś czas zerkali na siebie. Obrączkę przyniosła im córka na drewnianym serduszku. Kiedy włożyli sobie obrączki-stało się. Zostali małżeństwem z długoletnim już stażem, bo znali się bardzo długo, a ślub był dla nich przypieczętowaniem ich miłości. Po ceremonii zrobiłam zdjęcie grupowe. To był ślub w 100% według ich zasad. Nawet pogoda nie popsuła im tego dnia.
W dniu ślubu nie wszystko może pójść według Waszego planu… czasem dzieje się coś, co trzeba szybko przestawić albo naprawić, najważniejsze jest Wasze podejście do danej sytuacji, czy skupiacie się na sobie czy na okolicznościach.
Po ceremonii Żaneta z Krzysztofem przyjęli życzenia od gości i wsiedli do auta. Razem z gośćmi pojechali na salę weselną w Jasienicy, pojechałam pierwsza przed nimi, aby złapać moment jak kierowca podjeżdża pod salę z młodymi, a był do spektakularny widok … 😉 Kto też to widział, ten wie, o czym mówię…
Na sali weselej działo się naprawdę dużo, goście wspaniale się bawili, Żaneta z Krzysztofem ze wszystkimi rozmawiali i zachęcali do zabawy. Fotografowałam ich ślub do północy i powiem Wam szczerze, że tak się dobrze bawiłam na ich ślubie, ze gdybym miała jeszcze siłę, z chęcią wskoczyłabym na parkiet i świętowała razem z nimi. Taki dylemat fotografa ślubnego, który w pierwszej kolejności myśli o tym, aby zabezpieczyć zdjęcia i troszkę odpocząć po 12 h pracy 😉
Ślub na plaży, który zapamiętam na bardzo długo. Żyjcie długo i szczęśliwie kochani !
Kasia




































